Bananowiec owocuje raz i obumiera. W Nepalu wymyślili, jak wykorzystać jego pień

Czułość i Wolność
Dominika Kulczyk w Nepalu z kobietami podczas nagrywania reportażu do Efektu Domina nt. tabu menstruacyjnego i zwyczaju chhaupadi. Fot. Tatiana Jachyra

Hinduizm uważa wydzieliny ciała za nieczyste. Dlatego w niektórych częściach Nepalu, zwłaszcza centralnej i zachodniej, kobieta co miesiąc, w czasie menstruacji, jest uważana za przeklętą, nieczystą i nietykalną. To przekonanie wiąże się z mniej bądź bardziej restrykcyjnymi praktykami. Jak opowiada Łukasz Urbaniak z europejsko-nepalskiej organizacji NIDISI, w pewnych regionach w Nepalu kobieta, która jest w czasie miesiączki, nie może dotknąć żadnego kranu ani wchodzić do kuchni, żeby jej nieczystość nie przeszła na innych. W przeciwnym razie – zgodnie z zabobonami, którymi straszy się tamtejsze kobiety – ich dzieci mogą zachorować.

 

 

W niektórych nepalskich społecznościach wciąż żywe jest chhaupadi, w ramach którego kobieta w trakcie miesiączki jest zmuszona opuścić dom i udać się do specjalnej chatki menstruacyjnej, często przygotowanej w środku lasu. – Czasem kobiety, separując się w tym czasie od rodziny, śpią w jaskiniach albo oborach, a to nie sprzyja higienie i odbija się na nich zdrowiu. Według tradycyjnych przekonań w tamtej części świata kobieta w czasie miesiączki nie może przebywać w domu z bliskimi, żeby nie sprowadzić na nich nieszczęścia. W bardziej progresywnych i bogatszych rodzinach kobiety śpią na werandzie albo w osobnym pokoju – mówi Łukasz Urbaniak.

Apeluje jednak, żeby nie postrzegać Nepalu w sposób zero-jedynkowy. Faktycznie, jest to jedno z 20 najbiedniejszych państw na świecie, ale jednocześnie całkiem prężnie wprowadza zmiany. Ten kraj wyprzedza Polskę np. w kwestii legalizacji małżeństw jednopłciowych i aborcji, a także legislacji dotyczącej miesiączki. W Nepalu bowiem od kilku lat szkoły mają obowiązek zapewniać uczennicom darmowe podpaski. – Można dyskutować nad organizacją tego programu i nad jakością podpasek dostępnych w placówkach edukacyjnych, ale jest to rozwiązanie, które na pewno przynosi jakieś zmiany – mówi Łukasz Urbaniak.

Ponieważ jakość produktów menstruacyjnych powszechnie dostępnych w Nepalu pozostawia wiele do życzenia, pojawił się pomysł, żeby dla zdrowia lokalnych kobiet zacząć produkować podpaski z materiałów naturalnych.

Dla kobiet i natury

Organizacja NIDISI powstała w 2015 roku jako wspólny projekt niemiecko-nepalski. Zaczęło się od pomocy humanitarnej po ogromnym trzęsieniu ziemi, które w owym czasie dotknęło Nepal. Z czasem fundacja poszerzyła profil swojej działalności. W pewnym momencie jeden z europejskich inżynierów działających w NIDISI przy okazji rozmowy z Dipishą Bhujel, która koordynuje prace zespołu w Nepalu, poruszyli temat problemów związanych z menstruacją w tamtej części świata i zaczęli myśleć na możliwymi rozwiązaniami. Dla Bhujel ważne było, żeby projekt odpowiadał na potrzeby lokalnych kobiet, dla inżyniera – żeby był przyjazny dla środowiska.

– W Nepalu, podobnie jak w wielu innych krajach globalnego południa, jest duży problem z utylizacją odpadów. Przez to ludzie, w tym rolnicy uprawiający banany, często palą swoje śmieci, zakopują je, wrzucają do rzek albo zostawiają w lesie. Produkty menstruacyjne w ogromnym stopniu zaśmiecają planetę. Podpaski i tampony rozkładają się w naturze przez kilkaset lat, a przeciętna kobieta zużywa ich w ciągu życia około 11 tys. sztuk – mówi Łukasz Urbaniak.

Z tych właśnie powodów od początku Dipisha Bhujel oraz współpracujący z nią inżynierowie dążyli do stworzenia rozwiązania zgodnego z ideą gospodarki cyrkularnej. Chodzi o to, żeby cały cykl życia produktu – od pozyskania surowców, przez procesy wytwórcze, użytkowanie, aż po utylizację – minimalizował ilość odpadów i zamykał obieg materiałów. W efekcie tych rozmów i rozważań powstał projekt Sparsa.

Podpaski z bananowca

Główną gałęzią nepalskiej gospodarki jest rolnictwo. Na ogromnych obszarach tego kraju uprawia się banany. Drzewa bananowe rosną bardzo szybko, jednak bananowiec, który raz wydał owoce, obumiera i po zbiorach musi zostać ścięty. Pozbycie się jego odpadów jest trudne i pracochłonne.

– W ramach projektu Sparsa odbieramy od rolników za darmo pnie bananowców. Wyciągamy z nich włókna, a z tego, co zostaje, robimy naturalny kompost, który przekazujemy rolnikom – mówi Urbaniak. Na takim rozwiązaniu zyskują i rolnicy, i kobiety, i planeta.

Włókna bananowca są chłonne i mają właściwości antybakteryjne, przez co idealnie nadają się do produkcji podpasek. Suche włókna są myte i gotowane, a następnie dzielone na maleńkie kawałki. Po odsączeniu na specjalnych tacach wysychają na słońcu, zgodnie z recepturą na wytwarzanie papieru znaną w Nepalu od prawie 2 tys. lat. Tak przygotowane arkusze transportowane są z plantacji bananowców do fabryki podpasek Sparsa, a tam są rozdrabniane, dzięki czemu stają się puszyste i gotowe do formowania wypełnienia podpaski. Wszystko odbywa się bez użycia chemikaliów i chłonnych polimerów, czyli plastików, które zanieczyszczają środowisko i negatywnie wpływają na zdrowie kobiet, prowadząc m.in. do wysypek, podrażnień i alergii.

Podpaska produkowana przez Sparsę składa się z trzech surowców: wiskozy (wcześniej bawełny), włókien bananowych oraz biodegradowalnych tworzyw powstających tylko z roślin: kukurydzy lub trzciny cukrowej. Przy ich wytwarzaniu nie wykorzystuje się paliw kopalnych, co pozwala zminimalizować emisję gazów cieplarnianych.

Gotowe podpaski są poddawane sterylizacji światłem UV, by na ich powierzchni nie pozostały żadne szkodliwe mikroorganizmy. Na koniec owija się je ochronną warstwą tworzywa i pakuje w kartonowe pudełka.

Całym procesem kieruje lokalna liderka z Nepalu, która nie jest zatrudniona w NIDISI, żeby projekt nie powielał relacji zależności między globalnym południem a globalną północą.

 

Model dla świata

Większość maszyn, z których korzystają kobiety i nieliczni mężczyźni pracujący w projekcie Sparsa, została zaprojektowana i zbudowana od zera. – Ten proces zajął nam kilka lat. Na świecie jest wiele osób, które dużo wiedzą o produkcji podpasek, ale nikt szczególnie nie chce dzielić się taką wiedzą. My nie chcemy zachowywać tego, co wypracowaliśmy, tylko dla siebie. Udostępnimy naszą recepturę w internecie, zupełnie za darmo. Opiszemy, jak zbudowaliśmy maszyny i jak z nich korzystamy. Na tej bazie chcemy stworzyć koalicję m.in. z uniwersytetami, organizacjami pozarządowymi i wszystkimi, którzy pracują na włóknach i będą chcieli do nas dołączyć, żeby móc skalować opracowany przez nas model – mówi Urbaniak.

Ten projekt nazywa się Blueprint. Zdaniem Łukasza Urbaniaka i Joanny Maliszewskiej-Mazek, dyrektorki projektów w Kulczyk Foundation, która wspiera Sparsę, Blueprint ma ogromny potencjał. Inne rejony świata też dysponują bowiem włóknami, które można by wykorzystać do produkcji podpasek przyjaznych dla kobiet i dla środowiska. W Kenii jest to np. sizal. Gdzie indziej są włókna bambusowe.

Joanna Maliszewska-Mazek wskazuje na to, że w inne rejony świata można ze Sparsy przenieść nie tylko kwestie techniczne związane z maszynami czy produkcją podpasek, ale też model funkcjonowania przedsiębiorstwa społecznego, które walczy z ubóstwem menstruacyjnym.

Przedsiębiorstwo społeczne

Projekt Sparsa po długim okresie przygotowania sprzętu wyprodukował już pierwsze podpaski. Przekazano je do laboratorium, żeby upewnić się, że są one bezpieczne dla kobiet. Już niebawem produkcja osiągnie pełną skalę i podpaski trafią do sprzedaży. Część z nich będzie przekazywana do dystrybucji organizacjom pozarządowym, część za pośrednictwem samorządów dotrze do szkół. Co ważne, podpaski z włókien nie będą droższe od innych dostępnych na rynku, jak ekologiczne produkty menstruacyjne w Europie. Będą kosztować tyle samo lub nawet mniej niż powszechnie dostępne w Nepalu podpaski słabej jakości. Podpaski z bananowca będą sprzedawane po niższej cenie niż rynkowa m.in. dzięki temu, że główny surowiec potrzebny do ich produkcji projekt Sparsa otrzymuje od rolników za darmo. Dlatego nawet przy niskiej cenie jego produktów to przedsiębiorstwo społeczne już niedługo ma być w stanie samo się utrzymywać, bez żadnego wsparcia zewnętrznego.

Za około 2,5 roku Sparsa ma produkować już 3 tys. podpasek dziennie. To powinno zapewnić jej środki nie tylko pozwalające na utrzymanie się, ale też na rozwój i prowadzenie kampanii edukacyjnych i informacyjnych na temat menstruacji.

Jak mówi Joanna Maliszewska-Mazek, Kulczyk Foundation zdecydowało się wesprzeć projekt Sparsa m.in. dlatego że bardzo dobrze rokuje on na przyszłość i ma szansę osiągnąć zupełną samowystarczalność w perspektywie długofalowej. Odpowiada też na potrzeby lokalnej społeczności i nie ma komercyjnego celu. Poza tym służy kilku celom społecznym – po pierwsze, da kobietom i dziewczynkom w Nepalu dostęp do środków menstruacyjnych o naturalnym składzie, po drugie, podpaski z włókien bananowca są biodegradowalne, więc Sparsa troszczy się o planetę. Trzecia kwestia to tworzenie miejsc pracy dla lokalnej społeczności, a w szczególności kobiet, bo to one są trzonem Sparsy.

Poza Katmandu, czyli stolicą Nepalu, w tamtym kraju możliwości pracy dla kobiet są bardzo ograniczone. – Wystarczy, że jedna kobieta z wioski pójdzie do pracy, a może tym zmienić myślenie innych, pokazać im, że nie trzeba tylko zajmować się domem i rodziną. Chcemy przy okazji projektu Sparsa stwarzać kobietom spoza miast tę możliwość – mówi Urbaniak.

Dominika Kulczyk podkreśla, że nepalski projekt to zapowiedź rewolucji w trzech obszarach: w podejściu do kobiet i ich naturalnych potrzeb, w sferze społecznego zaangażowania przedsiębiorców oraz w ich podejściu do środowiska naturalnego. – To, co robimy z zespołem Kulczyk Foundation w Nepalu, jest szczególnie bliskie mojemu sercu. Efekty tej inicjatywy odczują nie tylko dziewczynki i kobiety w tym kraju i w innych częściach świata, ale odczuje je również nasza planeta. Kolejny raz puszczamy kostkę domina, aby niosła zmianę – tym razem będą to podobne, ekologiczne fabryczki produkujące podpaski w różnych zakątkach świata. Podpaski, które przywrócą dziewczynkom i kobietom godność, przyniosą im wolność.

Zuzanna Kufel

Redagowała Katarzyna Pawłowska.

Tekst pochodzi z papierowego wydania "Wysokich Obcasów" z 14 czerwca 2025.
Redaktorka prowadząca - Magdalena Karst-Adamczyk.