Menopauza. Czy jeśli Polki po 40-tce jadłyby to samo, co Japonki, też rzadziej mierzyłyby się z uderzeniami gorąca?
„Uniwersalną menopauzę" jako pierwsza zakwestionowała Margaret Lock, medyczna antropolożka. W publikacji z 2001 roku, w czasopiśmie „American Journal of Human Biology", przedstawia menopauzę nie jako medyczny fakt, a jako społeczny konstrukt. Analizuje to, cofając się do początku dziewiętnastego wieku i wyjaśniając, że przez kilka wieków klimakterium, czyli pewnego rodzaju transformacja właściwa dla wieku średniego, nie miało płci. Dopiero Francuzi połączyli je z menstruacją, a raczej jej końcem, tworząc termin „menopauza". Jak pokazały późniejsze badania Lock i innych antropologów, nie wszystkie społeczeństwa w równym tempie przyjęły to medyczne spojrzenie na kobiece starzenie się. Nie deprecjonując hormonalnej terapii menopauzalnej czy innych interwencji podejmowanych w tym okresie kobiecego życia, widać, że medykalizacja menopauzy, czyli uznanie jej za problem, który wymaga leczenia, przekłada się na jej negatywne postrzeganie.
Japonki mają lepiej
W latach 80. i 90. naukowcy porównali objawy, jakie pojawiają się u kobiet w okresie okołomenopauzalnym w Massachusetts (USA), w Manitobie (Kanada) i w Japonii. Ankietę przeprowadzono wśród pań w wieku 45-55 lat. Amerykanki raportowały większość z kilkunastu wymienionych objawów trochę częściej niż Kanadyjki i znacznie częściej niż Japonki. Najbardziej zaskakującym wnioskiem było to, że Japonki zdecydowanie rzadziej niż kobiety z Ameryki Północnej doświadczały uderzeń gorąca, postrzeganych jako jeden z flagowych objawów menopauzalnych. Potwierdziły to również badania jakościowe, a konkretnie pogłębione wywiady ze 105 mieszkankami Japonii. Niektórzy wtedy zastanawiali się jednak, czy tak duża rozbieżność odzwierciedla rzeczywistość, czy raczej Japonki „nie potrafią" odczytywać swoich objawów i nie są ich świadome. Rozstrzygnięcia tej kwestii nie ułatwiały rozbieżności językowe - Lock wyjaśniała, że w języku japońskim brakowało nawet odpowiednika na angielskie „hot flushes". Dopiero niedawno tamtejsze media rozpowszechniły termin „hotto furasshur".
Co ważne, wśród respondentek ankiet przeprowadzonych w trzech krajach, znacznie mniejszy odsetek Japonek niż kobiet z Ameryki Północnej miał choroby przewlekłe. To nic dziwnego - w końcu w kraju kwitnącej wiśni przewidywana długość życia od lat jest najdłuższa na świecie. Ta długowieczność w dużej mierze łączona jest ze stylem życia, zwłaszcza z niższym spożyciem alkoholu i tytoniu. Lock wymienia to jako jedno z możliwych wyjaśnień rozbieżności, których się dopatrzyła, obok zamożności japońskiego społeczeństwa i dobrego dostępu do ochrony zdrowia.
Na fali tych i podobnych badań w świecie nauki wyodrębniły się dwa fronty. Jedni uważali, że menopauza jest taka sama wszędzie, a kontekst społeczno-kulturowy jedynie wpływa na to, jak się jej objawy interpretuje i opisuje. Drudzy zaś twierdzili, że na doświadczenie transformacji menopauzalnej wpływa więcej niż sama biologia.
Margaret Lock we współpracy z innymi badaczkami - Melissą Melby i Patricią Kaufert w 2005 roku w obszernym przeglądzie literatury szukała odpowiedzi m.in. na to pytanie. Jak wyliczyła, na doświadczenie transformacji menopauzalnej wpływają uwarunkowane kulturowo nawyki, takie jak dieta, palenie i aktywność fizyczna, podejście do menopauzy i związane z nią oczekiwania, znaczenie, jakie się jej przypisuje, przyjęte „normy" dotyczące ról płciowych, a także czynniki indywidualne - stan zdrowia danej kobiety, status matrymonialny i społeczny, wykształcenie i przekonania religijne. W tej samej publikacji Melby, Kaufert i Lock przytoczyły badania nad doświadczeniem transformacji menopauzalnej m.in. wśród reprezentantek Majów w Meksyku, które pokazały, że chociaż te kobiety doświadczają spadku poziomu estrogenów, a co za tym idzie, także obniżenia gęstości kości, rzadko przydarzają im się złamania osteoporotyczne.
Lock studiowała menopauzę Japonek ponad 20 lat temu. Jak jest dzisiaj? Według nowszych badań, m.in. z 2021 roku, Japonki coraz bardziej upodobniają się do kobiet z Zachodu. Przede wszystkim, zwiększyła się częstotliwość występowania u nich uderzeń gorąca. Jednak nadal nie jest to ich najczęstszy okołomenopauzalny objaw. Ustępuje m.in. zmęczeniu, problemom z pamięcią i sztywności barków. Naukowczynie proponują dwa możliwe wyjaśnienia tego, dlaczego uderzenia gorąca „podbiły" Japonię. Może być to skutek zmiany stylu życia Japonek na bardziej „zachodni" albo efekt zwiększonej świadomości na temat menopauzy.
Co ciekawe, wskaźnik okołomenopauzalnych objawów urogenitalnych, np. w obszarze seksualności, u Japonek według większości badań pozostaje niski. To może mieć jednak podłoże kulturowe. Seksualna przyjemność jest tam bowiem uważana za przywilej mężczyzn. Azjatki zazwyczaj nie skarżą się na problemy z libido i rzadko zgłaszają dolegliwości związane z układem płciowym czy moczowym, bo sądzą, że nie będzie to dobrze odebrane. Ta sfera nie przestaje być tabu.
Decyduje dieta?
Jak podkreślała Lock, dieta jest częścią kultury i też wpływa na doświadczenie transformacji menopauzalnej. Czy to oznacza, że jeśli Polki po 40-tce jadłyby to samo, co Japonki, też rzadziej mierzyłyby się z uderzeniami gorąca?
- Istotne jest to, że Japonki odżywiają się w ten sposób od dziecka, więc w perimenopauzę wchodzą w pewnym sensie z zapasem fitoestrogenów w organizmie. W naszym kręgu kulturowym próba naśladowania ich diety w grupie kobiet w wieku okołomenopauzalnym przyniosła mieszane rezultaty. Zauważono np., że weganki, które jedzą więcej roślin strączkowych bogatszych w fitoestrogeny, mają nieco mniej dokuczliwe objawy okołomenopauzalne. Samo zwiększenie obecności produktów bogatych w soję w diecie nie daje jednak spektakularnych efektów. To również dlatego, że izoflawony sojowe są przekształcane w aktywną formę fitoestrogenu tylko dzięki określonej bakterii, znajdującej się w jelitach. U Azjatek jest ona powszechna ale występuje jedynie u 30 proc. Europejek - mówi Anna Kopańczyk, dietetyczka zajmująca się doradztwem żywieniowym kobiet dojrzałych, autorka książki „Menopauza. Instrukcja obsługi". Kopańczyk zachęca, żeby nie bać się soi, zwłaszcza mitów o tym, że jest rakotwórcza. W Japonii, gdzie jej spożycie jest ogromne, wskaźniki zachorowania na nowotwory są wyjątkowo niskie.
Polki, nawet gdyby chciały i mogły w ten sposób uniknąć uderzeń gorąca, w większości nie są w stanie zaadaptować diety Japonek, bo jest ona dla nas zbyt egzotyczna i obca kulturowo. Anna Kopańczyk podpowiada jednak, żeby skupiać się nie na składnikach diety, a na efekcie końcowym.
- Japonki w średnim wieku, zwłaszcza na Okinawie, rozpoczynają transformację menopauzalną w lepszym zdrowiu metabolicznym w porównaniu do kobiet Zachodu. Mają prawidłową masę ciała, niski cholesterol (szczególnie LDL), brak insulinooporności, cukrzycy i nadciśnienia. Lepsze zdrowie to już na starcie menopauzy większa szansa na jej łagodniejszy przebieg. Polki mogą osiągać takie same efekty, stosując dietę w stylu śródziemnomorskim (dużo warzyw i owoców, zdrowe tłuszcze), która działa m.in. przeciwzapalnie, zastępując w tej kwestii jedną z ról estrogenu. Poza tym, są w niej rośliny strączkowe, a zatem też fitoestrogeny. Jestem dużą fanką diety śródziemnomorskiej, ponieważ jest bogata odżywczo, sezonowa, różnorodna i bez sztywnych reguł, łatwo ją wdrożyć w życie w polskich warunkach - mówi dietetyczka.
Kult młodości
Zmiana diety na śródziemnomorską jest z pewnością łatwiejsza niż zmiana społecznego podejścia do menopauzy. W zależności od kraju, postrzeganie tego etapu kobiecego życia też bardzo się różni. Na zachodzie mówi się, na szczęście coraz rzadziej, o „przekwitaniu", podczas gdy japońskie określenie na menopauzę - konenki - oznacza coś dokładnie przeciwnego, czyli regenerację i odnowienie.
Mary Jane Minkin, ginekolożka z Wydziału Medycyny uniwersytetu Yale, która w 2015 roku opublikowała badania nad doświadczeniem objawów postmenopauzalnych u kobiet w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Szwecji, Danii, Finlandii, Norwegii, Francji i Włoszech, komentując ich wyniki, powiedziała Reutersowi, że w społeczeństwach, w których wiek wiąże się z szacunkiem, a starszą kobietę się ceni i uważa za mądrzejszą, objawy menopauzy są znacznie mniej uciążliwe. Badania, w tym duża metaanaliza z 2018 roku, pokazują, że Azjatki - choć oczywiście poszczególne kraje też się w tej kwestii różnią - przeważnie podchodzą do menopauzy neutralnie, traktując ją jako naturalną kolej rzeczy, a czasami jako „wolę Boga". W niektórych społecznościach, np. w Indiach, menopauza jest wręcz wyczekiwana, uważana za nowy początek albo wyzwalający moment, w którym polepsza się pozycja kobiety.
W Polsce wciąż tabu
W Polsce nadal wielu kobietom trudno pożegnać się z młodością, a społeczeństwo, w tym rynek pracy, tego nie ułatwia. Różnice między tym, jak kobiety przechodzą menopauzę w różnych miejscach na świecie, mogą wynikać też z tego, jak funkcjonuje społeczeństwo w danym kraju, np. jaką pozycję mają w nim dojrzałe kobiety. Menopauza nie jest więc wyłącznie kwestią fizjologii. Spadek poziomu estrogenów i innych hormonów może wiązać się z szeregiem nieprzyjemnych objawów, jednak część z nich albo pogarszają, albo zupełnie powodują też inne czynniki, przede wszystkim stres.
- Liczba stresorów, z jakimi człowiek musi się mierzyć, w ostatnich latach bardzo wzrosła. Oddziałują na nas stresory środowiskowe, np. zanieczyszczenie środowiska i wysokoprzetworzona, niezdrowa żywność. Oprócz nich mamy stresory społeczne i inne, związane z tym, jakie wymagania sami na siebie nakładamy - mówi prof. dr hab. Ewa Mojs, psycholożka, psychoterapeutka, kierowniczka Katedry i Zakładu Psychologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. - Niezależnie od płci, stres oddziałuje na człowieka. Jeśli jest go zbyt dużo, zaczynają pojawiać się objawy somatyczne takie jak zaburzenia łaknienia, problemy ze snem albo trudności z zapamiętywaniem. Brzmi znajomo? Takie same objawy może dawać perimenopauza.
Jeśli na okres okołomenopauzalny nałożymy stres bądź przebodźcowanie, objawy menopauzy albo się nasilą, albo wystąpią u kobiet, u których niekoniecznie by się pojawiły. Stres na tym etapie życia częściowo wiąże się też ze współczesną zachodnią kapitalistyczną kulturą z surowymi kanonami piękna i z brakiem uznania dla mądrości oraz doświadczenia dojrzałych kobiet.
Prof. Ewa Mojs: Stres socjalny wynika np. z tego, że kobiety po 50-tce boją się oceny. Trudno się temu dziwić, skoro w ich miejscach pracy inteligentni ludzie na poważnych stanowiskach reagują na hasło „menopauza" nerwowym śmiechem albo próbują je pocieszać. Do tego braku zrozumienia i tabu dochodzi jeszcze inny aspekt - obawa, że młode pokolenia depczą nam po piętach. Wtedy zaczyna się pęd do tego, żeby być doskonałą, lepszą niż młodsze koleżanki. Kobiety nie słuchają swoich ciał, maskują objawy, nie zwalniają, kiedy powinny, a przecież każdy silnik, pracując ciągle na wysokich obrotach, się w końcu spali. Stąd bierze się wyczerpanie, a nawet zaburzenia o charakterze depresyjnym. Kult młodości i produktywności z pewnością wpływa na to, jak kobiety w naszym kraju przechodzą menopauzę.