Słyszę czasem: "Jak ty to ogarniasz? Dzieci i praca?". Odpowiadam: "Proszę o pomoc"

Czułość i Wolność

Silne, niezależne, wielozadaniowe. Wszystko ogarną w domu i same poradzą sobie z projektami w pracy. Wyprawią dziecku doskonałe urodziny, pamiętają o zebraniach, o za małych rajstopkach, nie przełożą niczego nigdy w swoim grafiku, nie zapomną o rocznicy ślubu. Nie potkną się, nie przyznają do gorszych dni, nie będą marudziły, że zostają w pracy po godzinach. Nie powiedzą, że są zmęczone dziećmi, że mają dosyć roboty, że za dużo na siebie wzięły.

Wspaniale łączą życie rodzicielskie z zawodowym i nie skarżą się, nie utyskują, nie mówią, co je boli.

Nie powiedzą, że odpoczęłyby od roboty, że potrzebują odsapnąć. „Czy wezmę kolejny, weekendowy dyżur? Dobrze", odpowiedzą koleżance.

Uśmiechną się, że mogły w czymś pomóc. Same o pomoc nie poproszą.

Ile z nas dźwiga więcej, niż można udźwignąć? Ile z nas boi się przyznać, że już ledwo daje radę? Ile z nas wyręcza innych? Dlaczego tak mało przestrzeni do mówienia o tym, co nas boli, męczy? Dlaczego nie przyznajemy się – nawet przed sobą – że już dość, że trzeba się zatrzymać? Że czas przestać się uśmiechać? Może dlatego, że stereotypowo utarło się, że kobietom zawsze trzeba pomagać, a my chcemy pokazać, że tak nie jest (jeszcze trudniej z proszeniem o pomoc mają mężczyźni, których męskość kulturowa skupia się na sile, odwadze, bezkompromisowości)?

Paradoks silnych kobiet polega na tym, że biorą na siebie za dużo. Że upychają w szufladach coraz więcej i więcej, aż któraś z nich się nie domknie, nie wytrzyma i poleci wszystko.

Słyszę czasem od znajomych: „Jak ty to ogarniasz?! Dzieci i praca!". Kiedyś odpowiadałam: „Nie wiem, jakimś cudem się udaje". Dziś odpowiadam: „Proszę o pomoc". To, że moje dzieci są zaopiekowane, że mają w tygodniu co jeść, to zasługa babć. Gotują na zmianę, bo poprosiłam je o pomoc. Kiedy nie mogą, zamawiam jedzenie. My z mężem gotujemy w weekendy.

To, że mogę pojechać na panel w głąb Polski, nie świadczy o tym, że na wszystko znajduję czas i wspaniale sobie radzę. To oznacza, że poprosiłam o pomoc najbliższe osoby, by w tym czasie zajęły się dziećmi.

To, że ukazał się kolejny numer „Wysokich Obcasów", który poprowadziłam, nie świadczy o tym, że wszystko ogarnęłam sama. To oznacza, że poprosiłam o pomoc cały zespół koleżanek i kolegów. Bardzo często tak robię: dzwonię do każdej, rozmawiamy, konsultujemy, pytam, czy tytuł, który wymyśliłam, jest dobry, co sądzą o wywiadzie.

To, jak przetrwaliśmy zamknięcie w pandemii, zawdzięczamy wielu przyjaciołom, których poprosiłam o pomoc: o jedzenie, o wyprowadzanie psa, o załatwianie spraw na mieście.

Kiedyś myślałam, że gdy proszę o pomoc, sprawiam wrażenie nieporadnej, słabej, nieogarniętej.

Nie prosiłam i odchorowywałam. Były lata, kiedy przemęczenie dawało mi w kość. Kiedy każdy letni urlop zaczynałam od anginy. A wyjazd na zimowe ferie – od bólu kręgosłupa. Przepracowanie, góra obowiązków odbijały się na moim życiu psychicznym i fizycznym.

Czemu nie chciałam pomocy?

Czułam dyskomfort. A może ktoś nie będzie chciał pomóc? Może poczuje się zobowiązany? Co sobie pomyśli na mój temat? A może w ten sposób stanę się jego „dłużniczką"? Dziś wiem, że bez pomocy innych pracownica-matka nie będzie mogła po prostu normalnie żyć. Nie, nie mam już poczucia, że wszystko najlepiej zrobię sama. Nie zrobię. Nie ogarnę. Wielozadaniowość też ma swoje granice. Nie wstydzę się już prosić o pomoc. Wysyłam sygnał, że jej potrzebuję, do osób, którym ufam. Proszenie o pomoc to nie przyznanie się do słabości. To szczerość.

Badaczki Marta Majchrzak i Eliza Durka, autorki raportu „Przyszłość dla dziewczynek", prognozują, że w najbliższych latach liczyć się będą cztery kategorie umiejętności: interpersonalne, społeczne, systemowe i poznawcze. Że doceniani zostaną ludzie, którzy umieją współpracować, rozmawiać z innymi, pracować zespołowo, projektowo, którzy po prostu potrafią prosić o pomoc. Nie ci, którzy wszystko zrobią sami, ale ci, którzy wyciągną/podadzą rękę drugiej osobie, którzy ją wesprą, i ci, którzy przyznają, że wsparcia potrzebują. I nie będą się tego wstydzić. Możemy w ten sposób zbudować społeczeństwo oparte na szczerości, autentyczności. No więc nie bójmy się prosić o pomoc, przyznawać do emocji. Bardzo o to proszę.

Autorka: Monika Tutak-Goll

Zdjęcie: pexels.com

Tekst opublikowany w „Wysokich Obcasach" „Gazety Wyborczej" 11 września 2021 r.